Cześć, witajcie!
Dziś przychodzę do Was z moim ostatnim projektem DIY - zabawki dla kota.
Stworzyłam ulubioną zabawkę moich kotów z resztek poprzednich zabawek. Co dokładnie mam na myśli? Otóż pospolitą, najbardziej lubianą do zabaw wśród kociąt wędkę z piórkami.
Wiem, że nie jest to zabawka górnych lotów, zarówno z wykonania jak i z ceny, ale uwierzcie, że u nas poszłoby około 5 sztuk takich wędek w miesiącu, więc dnawianie zdezelowanych sztuk w naszym przypadku się opłaca.
Z reguły wędki "giną" ze względu na brak piór, które podczas zabawy łamią się i wylatują. Zbierałam piórka ze wszystkich wędek, które powoli się niszczyły i uzbierałam ich na tyle dużo, że z 4 sztuk zrobiłam 2 nowe. Tylko 2 ze względu na to, że moje są o wiele bardziej puchate i bogate w piórka niż te kupowane oryginalnie.
Co potrzebujemy do wykonania wędki?
1. patyczek - ja miałam oryginalny od kupionej w sklepie wędki
2. piórka
3. klej na gorąco
4. żyłka wędkarska lub nitka- opcjonalnie
Co robimy po kolei?
1. Czyścimy stary patyczek wędki i zdejmujemy z niego osłonkę
2. Smarujemy patyk klejem na gorąco i przyklejamy piórka
3. Powtarzamy czynność do czasu aż stwierdzimy, że ilość piórek jest wystarczająca
4. Wersja opcjonalna - dodatkowo możemy wzmocnić mocowanie piórek oplatając je na końcu ściśle nitką lub żyłką wędkarską.
5. Zakładamy osłonkę mocując ją do piórek za pomocą kleju na gorąco.
6. Zabawka gotowa.
Dukat towarzyszył mi podczas naprawiania starych zabawek i nie mógł się doczekać aż będzie mógł się pobawić. Dlatego na zdjęciu widać małego kremowego pomocnika. Po skończeniu zabawy nie było końca.
Pamiętajcie, że zabawki możecie wykonać z elementów, które macie w domu. Czasem piórka używane są do dekoracji prezentów czy sztucznej biżuterii. Możecie je również wykorzystać i stworzyć wyjątkową zabawkę dla kota. Warto zaangażować w pracę dzieciaki. Będzie to dobry sposób na wspólne spędzenie czasu podczas długich jesiennych wieczorów. A dla dzieci także wielka satysfakcja z samodzielnego stworzenia zabawki dla swojego pupila.
Do następnego
kremowe-misie
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kocur. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kocur. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 26 września 2016
DIY - Zabawka dla kota
Etykiety:
brytyjczyki,
DIY,
Dolar,
Dukat,
Forastero,
kociak,
kocur,
kot brytyjski,
kot brytyjski krótkowłosy,
kot dorosły,
kot i człowiek,
kot nierasowy,
kot rasowy,
kotka,
koty,
wędka,
wyprawka,
zabawki
czwartek, 22 września 2016
Chipowanie - czyli jak zabezpieczyć kota
Witajcie.
Dzisiaj trochę na temat czipowania zwierząt. Piszę zwierząt ponieważ nie dotyczy to tylko kotów. Niestety w Polsce nadal głównie czipuje się psy, i to tylko po to aby wyrobić im paszport, potrzebny do podróży. W hodowli moich kotów czipowane były wszystkie kociaki.
Niestety, rzeczywistość jest taka, że zwierzęta często się gubią. Głównie jeżeli mieszkają w domkach jednorodzinnych, gdzie przypadkowe otwarcie drzwi i ucieczka kota "między nogami" właściciela powoduje przedostanie się na otwartą, niczym nieograniczoną przestrzeń. 90% z nich nigdy nie wraca do domu. Właściwa rejestracja sprawia, że można temu zapobiec.
Średnio od 1 do 3 razy w ciągu swojego życia, zwierzę gubi się swojemu właścicielowi. Według przeprowadzonych badań, tylko około 17% zagubionych psów i 2% zagubionych kotów odnajduje drogę powrotną do domu.
Jak zabezpieczyć pupila przed łatwiejszym odnalezieniem swojego domku? Wystarczy wszczepić mu czip. Zabiegu tego dokonuje lekarz weterynarii i odbywa się to w bardzo prostu sposób, podobny do wykonania zwykłego zastrzyku. Tak niewiele, a jednak tak wiele.
Ale... Czym w ogóle jest ten czip?
Czip zwany też mikroczipem czy transporderem to mikroprocesor o wielkości 2,21 x 12 mm (wielkości ziarna ryżu), w którym zakodowany jest specjalny, 15-cyfrowy, unikalny numer identyfikujący zwierzę. Mikroczip jest miniaturowym nadajnikiem, zasilanym energią pola elektromagnetycznego z czytnika. Fala radiowa zawierająca zakodowany numer mikroczipa wysyłana jest do skanera, który ją dekoduje i wyświetla w postaci numeru identyfikacyjnego.
Gdzie zazwyczaj umieszczony jest czip?
Czip jest na tyle małym urządzeniem, że bez problemu można umieścić je tuż pod skórą zwierzęcia. Najczęstszym miejscem, w którym się go wszczepia jest grzbiet lub kark.
Ile kosztuje czip?
Wszczepienia mikroczipu można dokonać w większości gabinetów weterynaryjnych. Koszt zabiegu wynosi ok. 50-100 zł.
Moje zwierzę "dostało" swój mikroczip. Czy to wystarczy?
Otóż nie. Należy pamiętać, że wszczepienie mikroczipu nie załatwia sprawy do końca, bowiem numer czipu naszego pupila nie jest z nami powiązany. Po wszczepieniu mikroprocesora należy niezwłocznie zarejestrować pupila w specjalnej bazie danych. Wypełniamy tam krótki formularz, w którym podajemy swoje podstawowe dane, w tym numer telefonu i adres zamieszkania.
Czy wszczepienie czipa jest bezpieczne dla pupila?
Jeśli chodzi o zdrowie, można być spokojnym. Samo czipowanie nie wywołuje żadnych efektów ubocznych i jest bezpieczne dla zwierzęcia. Problemy mogą pojawić się tylko w przypadku nieumiejętnego wprowadzenia czipa pod skórę, tzn. może on np. wypaść, jeśli został umieszczony zbyt płytko. Powłoka, w której umieszczony jest mikroprocesor jest sterylna, nie uczula i ma właściwości antymigracyjne. Nasz pupil nie odczuje więc dyskomfortu, który mógłby wyniknąć z obecności tego "ciała obcego". Dodatkowo pamiętajmy, że raz wstrzyknięty czip pozostanie u niego przez całe życie.
Po co czipować zwierzęta?
Mimo, że technologia chipowania jest coraz bardziej popularna, właściciele czworonogów miewają często mylne pojęcie o tym na jakich zasadach faktycznie działa chip. Niektórzy mogą uważać, że chip działa jak GPS i w przypadku zaginięcia pupila możemy namierzyć miejsce w jakim zwierzę się znajduje. Nic bardziej mylnego. Chip pomaga dotrzeć do właściciela zaginionego zwierzęcia, ale tylko w przypadku, jeśli znalazca będzie mógł odczytać kod z chipa umieszczonego pod skórą czworonoga. Możliwość odczytania kodu za pomocą specjalnego czytnika ma każde schronisko w kraju, a także komendy Policji, Straż Miejska, inspektorzy Towarzystwa Ochrony Zwierząt i większość gabinetów weterynaryjnych.
Czy czipowanie ma sens?
Aby czipowanie miało sens trzeba także na bieżąco aktualizować swoje dane w odpowiedniej bazie. Często zmieniamy numery telefonów, a czasem też adres zamieszkania, dlatego należy pamiętać o zmianie tych danych, tak żeby w przypadku zaginięcia zwierzęcia i jego odnalezienia przez obcą osobę, nie utrudniać procesu identyfikacji i w efekcie nie wydłużać czasu powrotu pupila do domu. Zmiana danych zajmuje tylko chwilę, a w przypadku zaginięcia zwierzęcia skraca czas naszego i jego stresu.
Pamiętajmy nagłaśniać proces czipowania zwierząt. W przypadku znalezienia zbłąkanej sierotki warto udać się do najbliższego schroniska lub gabinetu weterynaryjnego, gdzie pracownicy sprawdzą czy zwierzę ma wszczepiony mikroprocesor. Wówczas znacznie ułatwia to proces odnalezienia właściciela, skraca czas wzajemnej tęsknoty, a także nie wymaga żmudnego procesu drukowania i rozwieszania ogłoszeń o znalezieniu/zgubieniu naszego pupila.
Do następnego,
kremowe-misie
Dzisiaj trochę na temat czipowania zwierząt. Piszę zwierząt ponieważ nie dotyczy to tylko kotów. Niestety w Polsce nadal głównie czipuje się psy, i to tylko po to aby wyrobić im paszport, potrzebny do podróży. W hodowli moich kotów czipowane były wszystkie kociaki.
Niestety, rzeczywistość jest taka, że zwierzęta często się gubią. Głównie jeżeli mieszkają w domkach jednorodzinnych, gdzie przypadkowe otwarcie drzwi i ucieczka kota "między nogami" właściciela powoduje przedostanie się na otwartą, niczym nieograniczoną przestrzeń. 90% z nich nigdy nie wraca do domu. Właściwa rejestracja sprawia, że można temu zapobiec.
Średnio od 1 do 3 razy w ciągu swojego życia, zwierzę gubi się swojemu właścicielowi. Według przeprowadzonych badań, tylko około 17% zagubionych psów i 2% zagubionych kotów odnajduje drogę powrotną do domu.
Jak zabezpieczyć pupila przed łatwiejszym odnalezieniem swojego domku? Wystarczy wszczepić mu czip. Zabiegu tego dokonuje lekarz weterynarii i odbywa się to w bardzo prostu sposób, podobny do wykonania zwykłego zastrzyku. Tak niewiele, a jednak tak wiele.
Ale... Czym w ogóle jest ten czip?
Czip zwany też mikroczipem czy transporderem to mikroprocesor o wielkości 2,21 x 12 mm (wielkości ziarna ryżu), w którym zakodowany jest specjalny, 15-cyfrowy, unikalny numer identyfikujący zwierzę. Mikroczip jest miniaturowym nadajnikiem, zasilanym energią pola elektromagnetycznego z czytnika. Fala radiowa zawierająca zakodowany numer mikroczipa wysyłana jest do skanera, który ją dekoduje i wyświetla w postaci numeru identyfikacyjnego.
Gdzie zazwyczaj umieszczony jest czip?
Czip jest na tyle małym urządzeniem, że bez problemu można umieścić je tuż pod skórą zwierzęcia. Najczęstszym miejscem, w którym się go wszczepia jest grzbiet lub kark.
Ile kosztuje czip?
Wszczepienia mikroczipu można dokonać w większości gabinetów weterynaryjnych. Koszt zabiegu wynosi ok. 50-100 zł.
Moje zwierzę "dostało" swój mikroczip. Czy to wystarczy?
Otóż nie. Należy pamiętać, że wszczepienie mikroczipu nie załatwia sprawy do końca, bowiem numer czipu naszego pupila nie jest z nami powiązany. Po wszczepieniu mikroprocesora należy niezwłocznie zarejestrować pupila w specjalnej bazie danych. Wypełniamy tam krótki formularz, w którym podajemy swoje podstawowe dane, w tym numer telefonu i adres zamieszkania.
Czy wszczepienie czipa jest bezpieczne dla pupila?
Jeśli chodzi o zdrowie, można być spokojnym. Samo czipowanie nie wywołuje żadnych efektów ubocznych i jest bezpieczne dla zwierzęcia. Problemy mogą pojawić się tylko w przypadku nieumiejętnego wprowadzenia czipa pod skórę, tzn. może on np. wypaść, jeśli został umieszczony zbyt płytko. Powłoka, w której umieszczony jest mikroprocesor jest sterylna, nie uczula i ma właściwości antymigracyjne. Nasz pupil nie odczuje więc dyskomfortu, który mógłby wyniknąć z obecności tego "ciała obcego". Dodatkowo pamiętajmy, że raz wstrzyknięty czip pozostanie u niego przez całe życie.
Po co czipować zwierzęta?
Mimo, że technologia chipowania jest coraz bardziej popularna, właściciele czworonogów miewają często mylne pojęcie o tym na jakich zasadach faktycznie działa chip. Niektórzy mogą uważać, że chip działa jak GPS i w przypadku zaginięcia pupila możemy namierzyć miejsce w jakim zwierzę się znajduje. Nic bardziej mylnego. Chip pomaga dotrzeć do właściciela zaginionego zwierzęcia, ale tylko w przypadku, jeśli znalazca będzie mógł odczytać kod z chipa umieszczonego pod skórą czworonoga. Możliwość odczytania kodu za pomocą specjalnego czytnika ma każde schronisko w kraju, a także komendy Policji, Straż Miejska, inspektorzy Towarzystwa Ochrony Zwierząt i większość gabinetów weterynaryjnych.
Czy czipowanie ma sens?
Aby czipowanie miało sens trzeba także na bieżąco aktualizować swoje dane w odpowiedniej bazie. Często zmieniamy numery telefonów, a czasem też adres zamieszkania, dlatego należy pamiętać o zmianie tych danych, tak żeby w przypadku zaginięcia zwierzęcia i jego odnalezienia przez obcą osobę, nie utrudniać procesu identyfikacji i w efekcie nie wydłużać czasu powrotu pupila do domu. Zmiana danych zajmuje tylko chwilę, a w przypadku zaginięcia zwierzęcia skraca czas naszego i jego stresu.
Pamiętajmy nagłaśniać proces czipowania zwierząt. W przypadku znalezienia zbłąkanej sierotki warto udać się do najbliższego schroniska lub gabinetu weterynaryjnego, gdzie pracownicy sprawdzą czy zwierzę ma wszczepiony mikroprocesor. Wówczas znacznie ułatwia to proces odnalezienia właściciela, skraca czas wzajemnej tęsknoty, a także nie wymaga żmudnego procesu drukowania i rozwieszania ogłoszeń o znalezieniu/zgubieniu naszego pupila.
Do następnego,
kremowe-misie
Etykiety:
brytyjczyki,
chip,
czip,
czipowanie,
dachowiec,
kociak,
kocur,
kot dorosły,
kot nierasowy,
kot rasowy,
kotka,
koty,
mikrochip,
mikroczip,
ucieczka,
zaginięcie,
zgubienie
piątek, 19 sierpnia 2016
Cisz na blogu potrwa jeszcze tylko chwilę.
Hej kochani.
Przepraszam, że zostawiłam Was na tak długi czas bez żadnej informacji. Musiałam wyjechać, ale już niedługo wracam do domu i kremowych D- braci oraz do Was z nowymi postami. Kilka mam już zaplanowanych, napisanych, ale muszę dokończyć je zdjęciami.
Cisza na blogu potrwa jeszcze do 15.09. Potem ruszam z kopyta. Mam nadzieję, że powrócicie tu z miłą chęcią, zobaczyć nowe projekty DIY i poczytać o tym co dzieje się w naszym kocim domu.
Mały spoiler - chłopaki mają nowy drapak, który oczywiście został wykonany przez nas jeszcze przed moim wyjazdem. W związku z tym, że chętnie go używają, będzie potrzebował wymiany materiałów, o czym oczywiście napiszę Wam w odpowiednim poście.
Ze spraw bieżących.
Ostatnie ważenie ponad 2 tygodnie temu wykazało że Dukat jest cięższy od Dolara. W sumie przez cały czas tak było, ale teraz różnica się powiększa. Dolar 4320g, Dukat 4605g.
Chłopaki jedzą jak szalone. Dolar woli mięsko, Dukat zdecydowanie suchą. Mięsko zostawia do dojedzenia bratu.
Oba miziaki niesłychane. Na dwie ręce ciężko, ale co zrobić, trzeba miziać. Dolar układa się do miziania na człowieku, jak najbliżej, najlepiej na klatce. Dukat wybiera opcję "przyjdę, pomruczę, wiem człowieku że chcesz mnie miziać, trochę wysiłku ci nie zaszkodzi" i oczywiście układa się na wysokości kolan. Potem tylko "Dalej, dalej ręce gadżeta....", które przy mizianiu Dukata wyciągają się bardziej niż podczas noszenia ciężkich siat z zakupami.
Ale Pan Dukat już nie ucieka jak Dolar przychodzi na głaskanie. Widocznie czuje się już pewnie i wyznaje zasadę "kto pierwszy ten lepszy"
Jeżeli jesteście ciekawi co dzieje się u D-braci zapraszam do naszego wątku na Agilisowym Forum : http://www.forum.agiliscattus.pl/viewtopic.php?f=17&t=4650
Do przeczytania wkrótce,
kremowe-misie
Przepraszam, że zostawiłam Was na tak długi czas bez żadnej informacji. Musiałam wyjechać, ale już niedługo wracam do domu i kremowych D- braci oraz do Was z nowymi postami. Kilka mam już zaplanowanych, napisanych, ale muszę dokończyć je zdjęciami.
Cisza na blogu potrwa jeszcze do 15.09. Potem ruszam z kopyta. Mam nadzieję, że powrócicie tu z miłą chęcią, zobaczyć nowe projekty DIY i poczytać o tym co dzieje się w naszym kocim domu.
Mały spoiler - chłopaki mają nowy drapak, który oczywiście został wykonany przez nas jeszcze przed moim wyjazdem. W związku z tym, że chętnie go używają, będzie potrzebował wymiany materiałów, o czym oczywiście napiszę Wam w odpowiednim poście.
Ze spraw bieżących.
Ostatnie ważenie ponad 2 tygodnie temu wykazało że Dukat jest cięższy od Dolara. W sumie przez cały czas tak było, ale teraz różnica się powiększa. Dolar 4320g, Dukat 4605g.
Chłopaki jedzą jak szalone. Dolar woli mięsko, Dukat zdecydowanie suchą. Mięsko zostawia do dojedzenia bratu.
Oba miziaki niesłychane. Na dwie ręce ciężko, ale co zrobić, trzeba miziać. Dolar układa się do miziania na człowieku, jak najbliżej, najlepiej na klatce. Dukat wybiera opcję "przyjdę, pomruczę, wiem człowieku że chcesz mnie miziać, trochę wysiłku ci nie zaszkodzi" i oczywiście układa się na wysokości kolan. Potem tylko "Dalej, dalej ręce gadżeta....", które przy mizianiu Dukata wyciągają się bardziej niż podczas noszenia ciężkich siat z zakupami.
Ale Pan Dukat już nie ucieka jak Dolar przychodzi na głaskanie. Widocznie czuje się już pewnie i wyznaje zasadę "kto pierwszy ten lepszy"
Jeżeli jesteście ciekawi co dzieje się u D-braci zapraszam do naszego wątku na Agilisowym Forum : http://www.forum.agiliscattus.pl/viewtopic.php?f=17&t=4650
Do przeczytania wkrótce,
kremowe-misie
piątek, 22 kwietnia 2016
Pierwszy zabieg naszych kociąt - wczesna kastracja kota
Hej.
Dzisiaj przedyskutujemy temat bardzo kontrowersyjny w kocim środowisku. Mianowicie chodzi o wczesną kastrację/sterylizację u kociąt.
Co to w ogóle jest wczesna kastracja?? Wczesna kastracja i sterylizacja to zabiegi przeprowadzane u kociąt między 6 a 14 tygodniem życia. Najczęściej zabieg ten przeprowadzany jest w wieku 12 tygodni.
Zabieg ten jest coraz częściej praktykowany przez hodowców i coraz rzadziej uważany przez innych za "fanaberię".
Dotychczas rekomendowanym wiekiem do kastracji/sterylizacji kociąt był przedział między 6 a 8 miesiącem życia kota. Jeszcze teraz spotykam hodowców, którzy preferują właśnie takie rozwiązanie. Wówczas odpowiedni zapis, który obliguje nowego właściciela do przeprowadzenia takiego zabiegu, pojawia się w umowie kupna-sprzedaży kota. Wiadomo, każdy zapis można obejść, bo jak mówi powiedzenie "przepisy są po to, żeby je łamać". Ale ja nie będę Wam podawać swoich pomysłów na ten właśnie aspekt umowy. Przyznam się szczerze: TAK, JESTEM ZWOLENNIKIEM KASTRACJI U KOTA.
Panuje powszechne przekonanie, że kastracja u kota, szczególnie ta wczesna, może prowadzić do wielu powikłań. Powikłania te są z reguły bardzo niebezpieczne dla zdrowia i życia nszych milusińskich. Oponenci przez lata wysuwali obawy jak niebezpieczne skutki może mieć kastracja przed ukończeniem 16 tygodnia życia. W dalszym ciągu prowadzone są badania, które pozwolą jednoznacznie określić czy faktycznie wczesna kastracja u kotów ma szkodliwy wpływ na kocięta oraz dorosłe osobniki. Ale o jakich powikłaniach w ogóle mowa? Jakie wątpliwości mieli oponenci kastracji?
Poniżej przedstawię najważniejsze z nich:
1. Otyłość - na otyłość narażone są wszystkie kastrowane koty, ze względu na to, że wykazują mniejszą aktywność ruchową, niż ich aktywni seksualnie bracia. Ale kastracja to nie wyrok. Prawda jest taka, że nawet niewykastrowany kot może mieć problemy ze swoją wagą. Na wystąpienie otyłości wpływ mają przede wszystkim dieta, poziom aktywności i wiek kota. Dobrze dobrana dieta i odpowiednia dawka ruchu zapobiegają otyłości u kastrowanych zwierząt, również tych niewychodzących.
2. Zaburzenia behawioralne - temperament i charakter kota to nie tylko geny, ale również środowisko w którym kot żyje. Charakter zmienia się w zależności od wieku kota oraz od opiekunów i obecności innych kotów w jego życiu. Krótko mówiąc, im więcej pozytywnych emocji i aspektów w życiu kota, tym charakter bardziej przyjazny. Kastracja jest ogromnym sprzymierzeńcem, ponieważ bardzo pozytywnie wpływa na zachowanie kotów, redukuje u nich popęd pchający je do włóczęgostwa i poszukiwania partnera, agresję pomiędzy kocurami, a także przedłuża kocie życie o średnio 3-5 lat, i tworzy z kota lepszego kompana dla człowieka.
3. Układ moczowy - w wielu publikacjach internetowych informuje się hodowców kotów, że kastracja kocura przed osiągnięciem dojrzałości płciowej prowadzi do niedorozwoju układu moczowego, czego częstym objawem jest niedrożność cewki moczowej. Jednak przeprowadzone badania, porównujące dwie krupy kocurów wykazały, że podstawy są niezasadne. Na dzień dzisiejszy wiemy, że na skłonność do chorób układu moczowego, ma nie tylko kastracja, ale przede wszystkim niewłaściwa dieta, niedostosowanie warunków otoczenia do wymagań kotów, i wynikający z tego przewlekły stres.
Dlaczego więc kastrować koty w tak wczesnym wieku? Dlaczego hodowcy coraz częściej wykonują takiego typu zabiegi? Odpowiedź jest prosta. Kastracja ogranicza przyrost naturalny u kotów, również tych rasowych. Co za tym idzie, znacznie zmniejsza się liczba porzuconych kociąt, kotów w schroniskach dla zwierząt, czy oddawanych na siłę, za przysłowiową złotówkę. Tak, wiem, nie każdego stać na kota, i czasem kot "za złotówkę" jest idealnym rozwiązaniem. Ale miejmy na uwadze to, że zjawiska naturalnego rozrodu kotów bezpańskich nie wyeliminuje się do zera.
A dlaczego hodowcom zależy na kastracji? Większość z Was powie, że boją się konkurencji w sprzedaży i hodowli kociąt. I zapewne macie rację. Ale jest również druga strona tego medalu. Hodowcy to ludzie, którym nie jest obojętny kotów. Hodowca z prawdziwego zdarzenia to wielki miłośnik kotów. Osoba, która doskonale orientuje się w sytuacji i ilości wolno żyjących, bezpańskich kotów. Dlatego przeprowadzając zabieg wczesnej kastracji ograniczają niekontrolowany rozród kotów.
Jednak biorąc pod uwagę aspekt ekonomiczny podejmowanie się zabiegu kastracji u kociąt w hodowli jest mało opłacalne. Wiadomo, każdy taki zabieg u kociaka to dodatkowy koszt, który pokrywa hodowca. Kastracja w porównaniu do sterylizacji, jest zabiegiem mniej skomplikowanym, często tańszym. Jeżeli chodzi o sterylizację, kwoty sięgają nawet 200-300zł za zabieg. Dodatkowo dochodzi opieka nad kociakami po zabiegu. Niepokój, czy wszystko będzie dobrze, czy będzie się ładnie goiło, czy szybko kociaki dojdą do siebie. To wszystko dodatkowy stres, który przeżywa hodowca. Często zabieg ten wydłuża pobyt kota w hodowli, a co za tym idzie, dochodzą kolejne wydatki w postaci dłuższego czasu żywienia i suplementowania kotów. Jak widzicie, każdy kij ma dwa końce, dlatego do przeprowadzenia zabiegu wczesnej kastracji przez hodowcę podchodzi się różnie.
Nasze maluchy zostały już wykastrowane. Hodowca wkłada więc swoje serce i czas do właściwej opieki po zabiegu, a ja mam pewność, że u zaprzyjaźnionego lekarza, zabieg został przeprowadzony dobrze i z jak najmniejszą szkodą dla maluchów.
Do następnego,
kremowe-misie
Dzisiaj przedyskutujemy temat bardzo kontrowersyjny w kocim środowisku. Mianowicie chodzi o wczesną kastrację/sterylizację u kociąt.
Co to w ogóle jest wczesna kastracja?? Wczesna kastracja i sterylizacja to zabiegi przeprowadzane u kociąt między 6 a 14 tygodniem życia. Najczęściej zabieg ten przeprowadzany jest w wieku 12 tygodni.
Zabieg ten jest coraz częściej praktykowany przez hodowców i coraz rzadziej uważany przez innych za "fanaberię".
Dotychczas rekomendowanym wiekiem do kastracji/sterylizacji kociąt był przedział między 6 a 8 miesiącem życia kota. Jeszcze teraz spotykam hodowców, którzy preferują właśnie takie rozwiązanie. Wówczas odpowiedni zapis, który obliguje nowego właściciela do przeprowadzenia takiego zabiegu, pojawia się w umowie kupna-sprzedaży kota. Wiadomo, każdy zapis można obejść, bo jak mówi powiedzenie "przepisy są po to, żeby je łamać". Ale ja nie będę Wam podawać swoich pomysłów na ten właśnie aspekt umowy. Przyznam się szczerze: TAK, JESTEM ZWOLENNIKIEM KASTRACJI U KOTA.
Panuje powszechne przekonanie, że kastracja u kota, szczególnie ta wczesna, może prowadzić do wielu powikłań. Powikłania te są z reguły bardzo niebezpieczne dla zdrowia i życia nszych milusińskich. Oponenci przez lata wysuwali obawy jak niebezpieczne skutki może mieć kastracja przed ukończeniem 16 tygodnia życia. W dalszym ciągu prowadzone są badania, które pozwolą jednoznacznie określić czy faktycznie wczesna kastracja u kotów ma szkodliwy wpływ na kocięta oraz dorosłe osobniki. Ale o jakich powikłaniach w ogóle mowa? Jakie wątpliwości mieli oponenci kastracji?
Poniżej przedstawię najważniejsze z nich:
1. Otyłość - na otyłość narażone są wszystkie kastrowane koty, ze względu na to, że wykazują mniejszą aktywność ruchową, niż ich aktywni seksualnie bracia. Ale kastracja to nie wyrok. Prawda jest taka, że nawet niewykastrowany kot może mieć problemy ze swoją wagą. Na wystąpienie otyłości wpływ mają przede wszystkim dieta, poziom aktywności i wiek kota. Dobrze dobrana dieta i odpowiednia dawka ruchu zapobiegają otyłości u kastrowanych zwierząt, również tych niewychodzących.
2. Zaburzenia behawioralne - temperament i charakter kota to nie tylko geny, ale również środowisko w którym kot żyje. Charakter zmienia się w zależności od wieku kota oraz od opiekunów i obecności innych kotów w jego życiu. Krótko mówiąc, im więcej pozytywnych emocji i aspektów w życiu kota, tym charakter bardziej przyjazny. Kastracja jest ogromnym sprzymierzeńcem, ponieważ bardzo pozytywnie wpływa na zachowanie kotów, redukuje u nich popęd pchający je do włóczęgostwa i poszukiwania partnera, agresję pomiędzy kocurami, a także przedłuża kocie życie o średnio 3-5 lat, i tworzy z kota lepszego kompana dla człowieka.
3. Układ moczowy - w wielu publikacjach internetowych informuje się hodowców kotów, że kastracja kocura przed osiągnięciem dojrzałości płciowej prowadzi do niedorozwoju układu moczowego, czego częstym objawem jest niedrożność cewki moczowej. Jednak przeprowadzone badania, porównujące dwie krupy kocurów wykazały, że podstawy są niezasadne. Na dzień dzisiejszy wiemy, że na skłonność do chorób układu moczowego, ma nie tylko kastracja, ale przede wszystkim niewłaściwa dieta, niedostosowanie warunków otoczenia do wymagań kotów, i wynikający z tego przewlekły stres.
Dlaczego więc kastrować koty w tak wczesnym wieku? Dlaczego hodowcy coraz częściej wykonują takiego typu zabiegi? Odpowiedź jest prosta. Kastracja ogranicza przyrost naturalny u kotów, również tych rasowych. Co za tym idzie, znacznie zmniejsza się liczba porzuconych kociąt, kotów w schroniskach dla zwierząt, czy oddawanych na siłę, za przysłowiową złotówkę. Tak, wiem, nie każdego stać na kota, i czasem kot "za złotówkę" jest idealnym rozwiązaniem. Ale miejmy na uwadze to, że zjawiska naturalnego rozrodu kotów bezpańskich nie wyeliminuje się do zera.
A dlaczego hodowcom zależy na kastracji? Większość z Was powie, że boją się konkurencji w sprzedaży i hodowli kociąt. I zapewne macie rację. Ale jest również druga strona tego medalu. Hodowcy to ludzie, którym nie jest obojętny kotów. Hodowca z prawdziwego zdarzenia to wielki miłośnik kotów. Osoba, która doskonale orientuje się w sytuacji i ilości wolno żyjących, bezpańskich kotów. Dlatego przeprowadzając zabieg wczesnej kastracji ograniczają niekontrolowany rozród kotów.
Jednak biorąc pod uwagę aspekt ekonomiczny podejmowanie się zabiegu kastracji u kociąt w hodowli jest mało opłacalne. Wiadomo, każdy taki zabieg u kociaka to dodatkowy koszt, który pokrywa hodowca. Kastracja w porównaniu do sterylizacji, jest zabiegiem mniej skomplikowanym, często tańszym. Jeżeli chodzi o sterylizację, kwoty sięgają nawet 200-300zł za zabieg. Dodatkowo dochodzi opieka nad kociakami po zabiegu. Niepokój, czy wszystko będzie dobrze, czy będzie się ładnie goiło, czy szybko kociaki dojdą do siebie. To wszystko dodatkowy stres, który przeżywa hodowca. Często zabieg ten wydłuża pobyt kota w hodowli, a co za tym idzie, dochodzą kolejne wydatki w postaci dłuższego czasu żywienia i suplementowania kotów. Jak widzicie, każdy kij ma dwa końce, dlatego do przeprowadzenia zabiegu wczesnej kastracji przez hodowcę podchodzi się różnie.
Nasze maluchy zostały już wykastrowane. Hodowca wkłada więc swoje serce i czas do właściwej opieki po zabiegu, a ja mam pewność, że u zaprzyjaźnionego lekarza, zabieg został przeprowadzony dobrze i z jak najmniejszą szkodą dla maluchów.
Do następnego,
kremowe-misie
wtorek, 19 kwietnia 2016
Wyprawka dla malucha
Hej.
Dziś spróbuję wypunktować Wam najważniejsze rzeczy, w które powinniście się wyposażyć przyjmując pod swój dach kota. Będę Wam również polecać artykuły, które przydadzą się w przypadku kota brytyjskiego. Zapraszam do lektury.
Jak pisałam Wam w jednym z ostatnich postów na temat wyboru kota, ważnym punktem decyzji jest kwestia finansowa. Poza ceną, którą musimy zapłacić za wymarzonego pupila, musimy wziąć pod uwagę wyprawkę, która będzie niezbędna. Każdy z nas musi sobie odpowiedzieć na pytanie ile pieniędzy może przeznaczyć, aby wyposażyć kota we wszystkie niezbędne mu rzeczy. Jednak są takie rzeczy, na których, moim zdaniem nie powinno się oszczędzać. Tak samo jak w domu, kupując pralkę czy lodówkę, nie koniecznie wybieramy tę najtańszą. Liczą się względy ekonomiczne. Nie zawsze to co najtańsze jest najgorsze, ale niestety z reguły cena idzie w parze z jakością.
Małą wyprawkę zawierającą m.in: trochę karmy którą jadł kociak w hodowli i kilka zabawek przeważnie dostaniecie od hodowcy. Hodowca jest również znakomitą osobą, którą możecie, a nawet powinniście zapytać o kwestię wyprawki w nowym domu. W moim przypadku, tak właśnie było. Pomimo, że wcześniej miałam już kota (persicę) i wiedziałam co będzie mi niezbędne, chciałam nową wyprawkę dostosować konkretnie pod rasę brytyjską. W gąszczu informacji w internecie oraz nieokreślonej liczby dostępnych artykułów można się pogubić. Mnie z pomocą przyszedł hodowca, dzięki któremu, zakupione rzeczy okazały się strzałem w 10. Polecam więc zasięgnąć rady u doświadczonego kociarza.
Oto spis rzeczy, które będzie potrzebował nowy domownik:
1. Transporter (link)- najistotniejsza sprawa, ponieważ w czymś musimy przewieźć kota od hodowcy do domu, a potem zawozić go do weterynarza np. na szczepienia czy kontrole. Musimy się również zastanowić nad tym, czy dużo będziemy z kotem podróżować. Ceny transporterów wahają się w granicy 50-300zł. Osobiście mam transporter po mojej pierwszej kotce, który wielkością nie grzeszy, jednak na przyjazd kota do domu i wizyty u lekarza spokojnie wystarczy. Teraz stojąc przed wyborem kupna kolejnego transportera (bo przecież bracia nie przyjadą w jednym) wybrałam bardzo podobny do tego co miałam. Wielkością identyczny. Względy wizualne zostawiam już Wam, ale zdecydowanie polecam transportery plastikowe - wytrzymałe, łatwe w utrzymaniu w czystości. Dodatkowo, chcę zaznaczyć, że transporter może okazać się meblem, który na stałe zagości w naszym mieszkaniu i będzie znajdował się na widoku. Koty mojego hodowcy są przyzwyczajone, że transporter stoi w domu i służy zarówno jako kryjówka jak i łóżko.
2. Kuweta (link)- jeżeli chodzi o brytyjczyka warto porządnie się zastanowić nad wyborem odpowiedniej kuwety. Koty te należą do dużych ras. Waga kocurów często jest rzędu 7kg, kotki ważą ok 5-6kg. Za wagą idzie oczywiście wielkość naszego kota. Warto wybrać kuwetę przestronną, w której kot będzie czuł się komfortowo, a co za tym idzie będzie chętnie z niej korzystał. Musimy również zdecydować czy interesuje nas wersja kryta, czy odkryta. Przy pierwszej kocicy miałam kuwetę odkrytą. 20 lat temu nie wiedziałam, że inne istnieją (a może na naszym rynku ich nie było, albo ceną znacząco przewyższały te odkryte??). Teraz mam krytą kuwetę i nie zamieniłabym jej na żadną inną. Dobrze zapytać hodowcy z jakiej kuwety korzystają maluchy w rodzinnym domu. Fikus miał kuwetę krytą, ale z wyjętymi drzwiczkami. Taką samą zastał w nowym otoczeniu i od razu posłużyła za schronienie przed całym złem tego świata. Na Dolara i Dukata czeka kuweta Catit Jumbo o wymiarach dł. x szer. x wys.: 56 x 50 x 47 cm. Aha! Nie zapomnijcie dokupić łopatki, która pozwoli Wam "bezpiecznie" usunąć zanieczyszczenia z kuwety!
3. Żwirek (link) - na rynku istnieje wiele firm, które produkują żwirek. Dostępny jest od w wielu odmianach i wersjach zapachowych. Osobiście nie polecam żwirków silikonowych i niezbrylających. Uważam, że szybciej nieprzyjemne zapachy wypełniają nasz dom w przypadku używania właśnie tych żwirków. Absolutnym zwycięzcą w tej kategorii jest dla mnie (i wielu innych właścicieli kotów) żwirek Cat's Best Eco Plus - drewniany żwirek zbrylający się.
4. Miski (link)- nie będę się rozpisywać na ten temat. Polecam zainwestować w miski ceramiczne lub metalowe, odradzam plastikowe. Potrzebne nam są minimum 2 miski: na suchą karmę i na wodę. Dodatkowo może przydać się trzecia: na konserwy, paszteciki, przysmaki czy surowe mięsko. Jednak śmiało, możemy zastąpić ją deserowym talerzykiem z naszej kuchni.
5. Karma i przysmaki - tutaj nie będę Wam nic polecać. Najlepiej kupić karmę suchą i mokrą oraz przysmaki takie same jakie kot jadał w hodowli. Tak dla bezpieczeństwa, żeby uniknąć sensacji żołądkowych w pierwszych i tak bardzo stresujących dniach pobytu w nowym domu.
6. Stojak/drapak/miejsce do zabawy i snu - w tym temacie oczywiście nie będę Was zachęcała do oszczędzania. Uważam, że powiedzenie "chytry traci dwa razy" w tym sensie ma 100% zastosowania. Na drapaku nie należy oszczędzać. Kupując tani, lichy, mały stojak, musimy się liczyć z jego wymianą. Najpóźniej gdy nasz kot osiągnie 1.5 roku. Brytyjczyki jak już wiecie, to koty ciężkie, ale również sprytne i zwinne. Kupując stojak mały i ze słabej jakości materiałów, może to grozić przewróceniem go, i tfu,tfu uszczerbkiem na zdrowiu kota lub innych domowników. Kategorycznie odradzam więc kupowanie wszystkiego co wydaje się liche. Hodowcy polecają drapaki firmy Rufi. Jednak mnie osobiście cena za taki drapak powala na łopatki. Sama mam stojak, który zrobiłam własnoręcznie wraz z tatą, a teraz przy dwóch kotach lekko go zmodernizowaliśmy. Koszt jego wykonania nie przekroczył 1/4 ceny za podobny stojak od Rufiego. W sieci znajdziecie dużo inspiracji na wykonanie stojaka. Nie jest to trudne. Wystarczą tylko chęci, lekki zmysł techniczny i ręce do pomocy (chociaż samemu też można go zrobić). W następnym poście pokażę Wam jak zrobiliśmy nasz stojak. Jak wyglądał przed przeróbką i po niej. I postaram się obliczyć mniej więcej koszt jego wykonania.
7. Szczotka/grzebień/cążki do pazurów (link)- higiena kota to bardzo ważny element. Pomimo, że ja akurat czekam na koty krótkowłose, również do ich pielęgnacji używam szczotki/grzebienia. Pomimo, że kot krótkowłosy nie wymaga takiej pracochłonności w pielęgnacji, warto uczyć kociaka szczotkowania i obcinania pazurów od małego, tak żeby potem, gdy dorośnie nie traktował tego jak zło konieczne, ale jak przyjemność. Osobiście mam, stosuję i polecam Furmaster - grzebień o szerokości 6.5cm do usuwania sierści.
8. Zabawki (link)- chociaż podejrzewam, że Wasz pupil dostanie od hodowcy wędkę z piórkami nie zaszkodzi mieć kilka swoich w zapasie. Niestety piórka szybko się zużywają. Nie polecam kupować drogich, elektronicznych zabawek. Zawsze najprostsze rozwiązania są najbardziej skuteczne. Kulka z papieru też jest świetną zabawką. Nie dość że się toczy, to jeszcze szeleści. No raj na ziemi.
9. Legowisko (link)- możemy zrobić coś samemu, możemy zapewnić kotu miejsce do spania na drapaku. Fikus w nocy spał na stojaku, w dzień w legowisku dla psa położonym pod łóżkiem. Zanim położyłam tam legowisko, spał na podłodze. Ciekawe jak będzie w przypadku braci D. Legowisko nie jest więc sprawą priorytetową, ale warto mieć coś upatrzone, kiedy okaże się koniecznością.
Wypunktowałam Wam najbardziej potrzebne akcesoria. Wiadomo, że mogą przydać się podkładka pod miski, wycieraczka przed kuwetę, automatyczne poidło tzw. fontanna, szelki i smycz dla pupila i wiele wiele innych. Ale umówmy się nie są to artykuły pierwszej potrzeby. Na wyprawkę i tak musimy przeznaczyć sporo pieniędzy, także dodatkowe drobiazgi można dokupić z czasem.
Podczas zakupów polecam jednak hurtownie internetowe. Z reguły ich ceny są nie do pobicia przez sklepy stacjonarne. Osobiście bardzo sobie chwalę zakupy na www.zooplus.pl Ceny są tam bardzo przystępne, obsługa na poziomie i asortyment bardzo duży. I chociaż zdarzają im się wpadki, to ja się nie zniechęcam. Tam również pracują ludzie, a nikt z nas nie jest przecież nieomylny. W zooplusie kupiłam całą wyprawkę i systematycznie zamawiam karmę, żwirek, przysmaki i zabawki.
Mam nadzieję, że choć trochę rozwiałam Wasze wątpliwości czym się kierować i co kupić dla naszego maluszka. W razie jakichkolwiek pytań służę pomocą.
Do następnego razu,
kremowe-misie
Dziś spróbuję wypunktować Wam najważniejsze rzeczy, w które powinniście się wyposażyć przyjmując pod swój dach kota. Będę Wam również polecać artykuły, które przydadzą się w przypadku kota brytyjskiego. Zapraszam do lektury.
Jak pisałam Wam w jednym z ostatnich postów na temat wyboru kota, ważnym punktem decyzji jest kwestia finansowa. Poza ceną, którą musimy zapłacić za wymarzonego pupila, musimy wziąć pod uwagę wyprawkę, która będzie niezbędna. Każdy z nas musi sobie odpowiedzieć na pytanie ile pieniędzy może przeznaczyć, aby wyposażyć kota we wszystkie niezbędne mu rzeczy. Jednak są takie rzeczy, na których, moim zdaniem nie powinno się oszczędzać. Tak samo jak w domu, kupując pralkę czy lodówkę, nie koniecznie wybieramy tę najtańszą. Liczą się względy ekonomiczne. Nie zawsze to co najtańsze jest najgorsze, ale niestety z reguły cena idzie w parze z jakością.
Małą wyprawkę zawierającą m.in: trochę karmy którą jadł kociak w hodowli i kilka zabawek przeważnie dostaniecie od hodowcy. Hodowca jest również znakomitą osobą, którą możecie, a nawet powinniście zapytać o kwestię wyprawki w nowym domu. W moim przypadku, tak właśnie było. Pomimo, że wcześniej miałam już kota (persicę) i wiedziałam co będzie mi niezbędne, chciałam nową wyprawkę dostosować konkretnie pod rasę brytyjską. W gąszczu informacji w internecie oraz nieokreślonej liczby dostępnych artykułów można się pogubić. Mnie z pomocą przyszedł hodowca, dzięki któremu, zakupione rzeczy okazały się strzałem w 10. Polecam więc zasięgnąć rady u doświadczonego kociarza.
Oto spis rzeczy, które będzie potrzebował nowy domownik:
1. Transporter (link)- najistotniejsza sprawa, ponieważ w czymś musimy przewieźć kota od hodowcy do domu, a potem zawozić go do weterynarza np. na szczepienia czy kontrole. Musimy się również zastanowić nad tym, czy dużo będziemy z kotem podróżować. Ceny transporterów wahają się w granicy 50-300zł. Osobiście mam transporter po mojej pierwszej kotce, który wielkością nie grzeszy, jednak na przyjazd kota do domu i wizyty u lekarza spokojnie wystarczy. Teraz stojąc przed wyborem kupna kolejnego transportera (bo przecież bracia nie przyjadą w jednym) wybrałam bardzo podobny do tego co miałam. Wielkością identyczny. Względy wizualne zostawiam już Wam, ale zdecydowanie polecam transportery plastikowe - wytrzymałe, łatwe w utrzymaniu w czystości. Dodatkowo, chcę zaznaczyć, że transporter może okazać się meblem, który na stałe zagości w naszym mieszkaniu i będzie znajdował się na widoku. Koty mojego hodowcy są przyzwyczajone, że transporter stoi w domu i służy zarówno jako kryjówka jak i łóżko.
2. Kuweta (link)- jeżeli chodzi o brytyjczyka warto porządnie się zastanowić nad wyborem odpowiedniej kuwety. Koty te należą do dużych ras. Waga kocurów często jest rzędu 7kg, kotki ważą ok 5-6kg. Za wagą idzie oczywiście wielkość naszego kota. Warto wybrać kuwetę przestronną, w której kot będzie czuł się komfortowo, a co za tym idzie będzie chętnie z niej korzystał. Musimy również zdecydować czy interesuje nas wersja kryta, czy odkryta. Przy pierwszej kocicy miałam kuwetę odkrytą. 20 lat temu nie wiedziałam, że inne istnieją (a może na naszym rynku ich nie było, albo ceną znacząco przewyższały te odkryte??). Teraz mam krytą kuwetę i nie zamieniłabym jej na żadną inną. Dobrze zapytać hodowcy z jakiej kuwety korzystają maluchy w rodzinnym domu. Fikus miał kuwetę krytą, ale z wyjętymi drzwiczkami. Taką samą zastał w nowym otoczeniu i od razu posłużyła za schronienie przed całym złem tego świata. Na Dolara i Dukata czeka kuweta Catit Jumbo o wymiarach dł. x szer. x wys.: 56 x 50 x 47 cm. Aha! Nie zapomnijcie dokupić łopatki, która pozwoli Wam "bezpiecznie" usunąć zanieczyszczenia z kuwety!
3. Żwirek (link) - na rynku istnieje wiele firm, które produkują żwirek. Dostępny jest od w wielu odmianach i wersjach zapachowych. Osobiście nie polecam żwirków silikonowych i niezbrylających. Uważam, że szybciej nieprzyjemne zapachy wypełniają nasz dom w przypadku używania właśnie tych żwirków. Absolutnym zwycięzcą w tej kategorii jest dla mnie (i wielu innych właścicieli kotów) żwirek Cat's Best Eco Plus - drewniany żwirek zbrylający się.
4. Miski (link)- nie będę się rozpisywać na ten temat. Polecam zainwestować w miski ceramiczne lub metalowe, odradzam plastikowe. Potrzebne nam są minimum 2 miski: na suchą karmę i na wodę. Dodatkowo może przydać się trzecia: na konserwy, paszteciki, przysmaki czy surowe mięsko. Jednak śmiało, możemy zastąpić ją deserowym talerzykiem z naszej kuchni.
5. Karma i przysmaki - tutaj nie będę Wam nic polecać. Najlepiej kupić karmę suchą i mokrą oraz przysmaki takie same jakie kot jadał w hodowli. Tak dla bezpieczeństwa, żeby uniknąć sensacji żołądkowych w pierwszych i tak bardzo stresujących dniach pobytu w nowym domu.
6. Stojak/drapak/miejsce do zabawy i snu - w tym temacie oczywiście nie będę Was zachęcała do oszczędzania. Uważam, że powiedzenie "chytry traci dwa razy" w tym sensie ma 100% zastosowania. Na drapaku nie należy oszczędzać. Kupując tani, lichy, mały stojak, musimy się liczyć z jego wymianą. Najpóźniej gdy nasz kot osiągnie 1.5 roku. Brytyjczyki jak już wiecie, to koty ciężkie, ale również sprytne i zwinne. Kupując stojak mały i ze słabej jakości materiałów, może to grozić przewróceniem go, i tfu,tfu uszczerbkiem na zdrowiu kota lub innych domowników. Kategorycznie odradzam więc kupowanie wszystkiego co wydaje się liche. Hodowcy polecają drapaki firmy Rufi. Jednak mnie osobiście cena za taki drapak powala na łopatki. Sama mam stojak, który zrobiłam własnoręcznie wraz z tatą, a teraz przy dwóch kotach lekko go zmodernizowaliśmy. Koszt jego wykonania nie przekroczył 1/4 ceny za podobny stojak od Rufiego. W sieci znajdziecie dużo inspiracji na wykonanie stojaka. Nie jest to trudne. Wystarczą tylko chęci, lekki zmysł techniczny i ręce do pomocy (chociaż samemu też można go zrobić). W następnym poście pokażę Wam jak zrobiliśmy nasz stojak. Jak wyglądał przed przeróbką i po niej. I postaram się obliczyć mniej więcej koszt jego wykonania.
7. Szczotka/grzebień/cążki do pazurów (link)- higiena kota to bardzo ważny element. Pomimo, że ja akurat czekam na koty krótkowłose, również do ich pielęgnacji używam szczotki/grzebienia. Pomimo, że kot krótkowłosy nie wymaga takiej pracochłonności w pielęgnacji, warto uczyć kociaka szczotkowania i obcinania pazurów od małego, tak żeby potem, gdy dorośnie nie traktował tego jak zło konieczne, ale jak przyjemność. Osobiście mam, stosuję i polecam Furmaster - grzebień o szerokości 6.5cm do usuwania sierści.
8. Zabawki (link)- chociaż podejrzewam, że Wasz pupil dostanie od hodowcy wędkę z piórkami nie zaszkodzi mieć kilka swoich w zapasie. Niestety piórka szybko się zużywają. Nie polecam kupować drogich, elektronicznych zabawek. Zawsze najprostsze rozwiązania są najbardziej skuteczne. Kulka z papieru też jest świetną zabawką. Nie dość że się toczy, to jeszcze szeleści. No raj na ziemi.
9. Legowisko (link)- możemy zrobić coś samemu, możemy zapewnić kotu miejsce do spania na drapaku. Fikus w nocy spał na stojaku, w dzień w legowisku dla psa położonym pod łóżkiem. Zanim położyłam tam legowisko, spał na podłodze. Ciekawe jak będzie w przypadku braci D. Legowisko nie jest więc sprawą priorytetową, ale warto mieć coś upatrzone, kiedy okaże się koniecznością.
Wypunktowałam Wam najbardziej potrzebne akcesoria. Wiadomo, że mogą przydać się podkładka pod miski, wycieraczka przed kuwetę, automatyczne poidło tzw. fontanna, szelki i smycz dla pupila i wiele wiele innych. Ale umówmy się nie są to artykuły pierwszej potrzeby. Na wyprawkę i tak musimy przeznaczyć sporo pieniędzy, także dodatkowe drobiazgi można dokupić z czasem.
Podczas zakupów polecam jednak hurtownie internetowe. Z reguły ich ceny są nie do pobicia przez sklepy stacjonarne. Osobiście bardzo sobie chwalę zakupy na www.zooplus.pl Ceny są tam bardzo przystępne, obsługa na poziomie i asortyment bardzo duży. I chociaż zdarzają im się wpadki, to ja się nie zniechęcam. Tam również pracują ludzie, a nikt z nas nie jest przecież nieomylny. W zooplusie kupiłam całą wyprawkę i systematycznie zamawiam karmę, żwirek, przysmaki i zabawki.
Mam nadzieję, że choć trochę rozwiałam Wasze wątpliwości czym się kierować i co kupić dla naszego maluszka. W razie jakichkolwiek pytań służę pomocą.
Do następnego razu,
kremowe-misie
Etykiety:
brytyjczyki,
drapak,
grzebień,
karma,
kociak,
kocur,
kot brytyjski,
kot brytyjski krótkowłosy,
koty,
kuweta,
legowisko,
miska,
sklep internetowy,
stojak,
szczotka,
transporter,
wyprawka,
zabawki,
zooplus.pl,
żwirek
poniedziałek, 11 kwietnia 2016
Wiadomość z ostatniej chwili :)
Moi drodzy czytelnicy!
Znam przybliżony termin przyjazdu D-kociąt do naszego wiejskiego domku :)
Tadadadadam.... W weekend majowy nasz dom znów zacznie żyć :)
Pozdrawiam,
kremowe-misie
Znam przybliżony termin przyjazdu D-kociąt do naszego wiejskiego domku :)
Tadadadadam.... W weekend majowy nasz dom znów zacznie żyć :)
Pozdrawiam,
kremowe-misie
piątek, 8 kwietnia 2016
Jak wybrać kota idealnego?
Witam Was Drodzy Czytelnicy.
Dziś porozmawiamy o tym dlaczego akurat kot powinien zjawić się w naszym domu. Jak się przygotować? Jakiego kota wybrać? Kociak czy kot dorosły? Kocur czy kotka? Rasowy czy pospolity dachowiec ze schroniska? Jest wiele pytań na które należy sobie odpowiedzieć przed podjęciem ostatecznej decyzji o zakupie lub adopcji kota.
Decyzja o kupnie kota powinna być doskonale przemyślana, podjęta świadomie i "na chłodno", a nie pod wpływem emocji czy nagłego zachwytu dzieci nad kociakiem.
Już na wstępie powiem Wam (w sekrecie) na co musicie się przygotować. Najbardziej oburzającym faktem, oczywiście dla nie-kociarzy, jest fakt wchodzenia kota wszędzie. Dosłownie. Oczywiście standardowo stół. Miejsce od zawsze zakazane. Nawet jeżeli będziemy kotu zakazywać, to kot i tak wejdzie na stół. Tylko żeby nie było nam żal, zrobi to pod naszą nieobecność. Ja nie mam zamiaru ukrywać, że u mnie koty nie chodzą po stole. Od zawsze, odkąd tylko koty są w domu, stół to miejsce ich wypoczynku. Jedyny zakaz, to wchodzenie na stół kiedy przychodzą goście, ciasto i gorąca kawa na nim stoją. Wtedy kompletny zakaz. Koty od zawsze jadały ze mną posiłki. Siedząc na krześle obok, albo na stole. Fikus wylizywał masło z niezamkniętej maselniczki, a Pamela (poprzedniczka Fikusa, mój pierwszy kot, była ze mną 13 lat, odeszła ze starości) gustowała w cukrze. Co kraj to obyczaj jak to mówią.
Drugą, dla mnie równie nieuciążliwą kwestią związaną z posiadaniem kota, jest pobudka. Tak, tak. Koty działają lepiej niż budziki. Pamela budziła zazwyczaj koło 6 rano, albo (jak wstawałam wcześniej) księżniczka była budzona przed godziną 6. Jednak w przypadku Fikusa było trochę inaczej. On dostosował się do mojego trybu życia. Codziennie wstawałam o godz 5:30. Także Fikus zawsze przychodził mnie budzić o godz 5:15, tak, żebym zdążyła go pomiziać. Ale, ale koty to bardzo bystre stworzenia. Kiedy przychodził weekend i mogłam się wyspać, Fikus to szanował i przychodził z pobudką najwcześniej o godz 9:00.
OBOWIĄZKI
Posiadanie kota wiąże się z obowiązkami, które może nie są tak czasochłonne jak w przypadku posiadania psa, ale również trzeba je regularnie wykonywać. Nie jest prawdą, że kot jakoś sobie poradzi. Są one co prawda bardziej niezależne niż psy, jednak ich wychowanie i funkcjonowanie wymaga od nas dużego zainteresowania. Kot, pomimo że indywidualista, bardzo przywiązuje się do swojego opiekuna. Pomimo, że cały dzień potrafi zorganizować sobie czas (niezależnie od tego czy jesteśmy w domu czy w pracy), przyjdzie moment, że kot będzie wymagał od nas (TAK! WYMAGAŁ) całkowitej uwagi. Brak zainteresowania ze strony właścicieli powoduje, że kot robi rzeczy, które nie są przez nas akceptowane (wchodzenie w miejsca zabronione, drapanie mebli itp). Nie muszę szukać przykładów wśród znajomych, mam go z własnego podwórka. Szuflada w szafie u mnie w pokoju już na zawsze będzie nosić ślady Fikusowych pazurów. A dlaczego? Otóż, kiedy leżałam na łóżku (nie spałam, ale odpoczywałam), oglądałam TV albo surfowałam po przestworzach internetu, Fikus przychodził i domagał się uwagi. Najpierw miaucząc. Ale kiedy nie reagowałam zasiadał przed szafą i drapał brzeg szuflady. I tak, dokładnie wiem, że sama jestem sobie winna. Ale nie krzyczałam na niego, wiedziałam dlaczego to robi. Biorąc kota do domu liczyłam się z tym, że coś może zniszczyć. Trafiło akurat na szafę.
KWESTIA FINANSOWA
Nie ma sensu się oszukiwać. Kupując lub decydując się na adopcję kota należy również dokładnie przyjrzeć się budżetowi, który będziemy musieli przeznaczyć na kota.
I nie myślcie sobie, drodzy czytelnicy, że w przypadku adopcji kota, wszystkie koszta nam odchodzą, więc nie ma się czym martwić. Otóż nie. Wiadomo, że kupując kociaka z rodowodem musimy się liczyć z jednorazowym wydatkiem za kota. Jednak każy kot, niezależnie od rasy, musi się bawić, zjeść, mieć czystą kuwetę do której będzie się mógł załatwiać, musi być odrobaczany, szczepiony i poddawany kontroli weterynaryjnej. To wszystko składa się na nasz domowy budżet. Należy również pamiętać, że w przypadku nagłej choroby kota, wydatki mogą być wyższe niż przewidywane w czasie podejmowania decyzji o posiadaniu kota.
KOT RASOWY CZY NIERASOWY?
Na to pytanie, musicie sobie sami odpowiedzieć. Nie powiem Wam jednoznacznie jakiego kota wybrać. W przypadku kiedy nasz budżet nie "udźwignie" kot nierasowy jest lepszym rozwiązaniem. Z reguły koty te rozmnażane są przypadkowo, a potem oddawane "w dobre ręce" lub "za przysłowiową złotówkę, żeby się dobrze chował". Kot ze schroniska czy osiedlowa przybłęda również mogą być wspaniałymi przyjaciółmi. Żeby zyskać przyjaciela nie trzeba mieć kota rasowego. Jedyną, niewątpliwą wadą posiadania kota nierasowego, po nieznajomych rodzicach, jest to, że trudno będzie przewidzieć nam temperament kociaka. W przypadku kotów rasowych możemy tego uniknąć. Jego rodzice są znani, możemy obserwować ich zachowanie, zobaczyć w jakich warunkach się urodziły, i jakie było ich traktowanie, czy są przywiązane do człowieka. Wiemy na pewno, jak nasz kot będzie wyglądał. Co więcej, wiele ras ma swój charakterystyczny rys psychologiczny, jeśli zależy nam na kocie który nie będzie się za bardzo wspinał po firankach, brytyjczyk jest wyborem idealnym. Chociaż nie należy oczekiwać, że przeleży jak posąg cały dzień, i wiele brytyjczyków to koty bardzo sprawne i ruchliwe.U mnie ruchliwość Fikusa skończyła się na rozerwanej firance i moskitierze na drzwiach balkonowych. I pomyśleć, że wszystko przez te owady....
KOCIAK CZY KOT DOROSŁY?
Powszechnie wiadomo, że mały kociak jest słodki. Psotny, pełen energii, niestrudzony. Biorąc pod dach maluszka musimy się liczyć, że będzie biegał, skakał, psocił, ale też udawał dorosłego kota - oczywiście w śmieszny i mało skuteczny sposób. Wiadomo również że taki maluch może wyrządzić więcej szkód niż kot dorosły. Jednak nie jest to regułą. Poza tym wszystko co złe ulatuje z pamięci w momencie gdy maluch przyjdzie do nas, położy się na kolanach i zacznie słodko mruczeć. To najlepsza nagroda za posiadanie i dobrą opiekę nad kotem. Małe koty są jak małe dzieci. Rozrabiają, wymagają ciągłego nadzoru i wychowania. Jest to najlepsze rozwiązanie dla osób, które chcą obserwować jak kot rośnie, rozwija się, zmienia, dojrzewa. Dla osób, którym nie do końca to odpowiada dobrym rozwiązaniem będzie kupno kota dorosłego, który okres nadmiernej aktywności psycho-ruchowej ma już za sobą. Jednak musimy wziąć pod uwagę to, że kot dorosły będzie miał już swoje przyzwyczajenia i zapewne będzie potrzebował więcej czasu, żeby zaznajomić się z nami, nowym miejscem i stać się częścią naszego ludzkiego "stada".
Jednak niezależnie od tego jaką decyzję podejmiemy należy pamiętać, że nasz dom, może mieć pełno zakamarków w których będą czyhać niebezpieczeństwa. Dom należy więc dobrze zabezpieczyć przed przyjściem kota. Ale o tym też Wam napiszę w innym poście. Teraz tylko wspomnę, że zabezpieczenie okien, balkonów jest jednym z najistotniejszych elementów. Dodatkowo, dochodzi do tego zamykanie pralki czy piekarnika, a także niezostawianie w zasięgu kota (czyli w miejscach niezamkniętych) torebek foliowych czy roślin, które są szkodliwe.
I ostatnie już chyba pytanie. Jaka płeć? Wybrać kotkę czy kocura?
KOCUR CZY KOTKA?
Dla mnie sprawa mało istotna, miałam już kocura i kotkę. Co prawda z innej rasy, ale jednak. Kocury przede wszystkim są większe. W każdej rasie.
Pewnie zastanawiacie się jak ze znaczeniem terenu u kocurów. Otóż sprawa kształtuje się następująco. Coraz częściej hodowle proponują tzw. wczesną kastrację. Odbieramy wówczas kota "pozbawionego męskości". Wówczas zatracona jest jego chęć do znaczenia terenu. Nigdy przed kastracją tego nie robił, hormony nie buzują, więc teoretycznie nie ma problemu. Teoretycznie, ponieważ nigdy nie można zagwarantować tego na 100%. Fikus nie miał tego problemu i wśród znanych mi kocurów po kastracji, u żadnego nie wystąpił problem znaczenia terenu.
Podobnie sprawa ma się z kocicami i ich wczesną sterylizacją. Nie musimy się obawiać, że wystąpi u niej ruja, która spowoduje spadek wagi i która będzie męczyła nas całodobowymi miauczeniami.
Z moich obserwacji wynika, że kotki są większymi indywidualistkami niż kocury. Jednak doświadczeni hodowcy mają inne zdanie. Uważają, że "niedotykalskie" egzemplarze częściej zdarzają się wśród kocurów. Jednak ja swojego kocura, bardzo dobrze wspominam. Zobaczymy jak będzie z nowymi męskimi kociakami.
Uważam, że temat wyboru kota nie został wyczerpany w tym poście. Wszystkim tym, którzy dotarli do końca wielkie gratulacje. W razie jakichkolwiek pytań służę pomocą. Zaznaczam jednak że nie jestem hodowcą, jestem jedynie właścicielką kotów od jakiś 17 lat.
Do następnego,
kremowe-misie
Dziś porozmawiamy o tym dlaczego akurat kot powinien zjawić się w naszym domu. Jak się przygotować? Jakiego kota wybrać? Kociak czy kot dorosły? Kocur czy kotka? Rasowy czy pospolity dachowiec ze schroniska? Jest wiele pytań na które należy sobie odpowiedzieć przed podjęciem ostatecznej decyzji o zakupie lub adopcji kota.
Decyzja o kupnie kota powinna być doskonale przemyślana, podjęta świadomie i "na chłodno", a nie pod wpływem emocji czy nagłego zachwytu dzieci nad kociakiem.
Już na wstępie powiem Wam (w sekrecie) na co musicie się przygotować. Najbardziej oburzającym faktem, oczywiście dla nie-kociarzy, jest fakt wchodzenia kota wszędzie. Dosłownie. Oczywiście standardowo stół. Miejsce od zawsze zakazane. Nawet jeżeli będziemy kotu zakazywać, to kot i tak wejdzie na stół. Tylko żeby nie było nam żal, zrobi to pod naszą nieobecność. Ja nie mam zamiaru ukrywać, że u mnie koty nie chodzą po stole. Od zawsze, odkąd tylko koty są w domu, stół to miejsce ich wypoczynku. Jedyny zakaz, to wchodzenie na stół kiedy przychodzą goście, ciasto i gorąca kawa na nim stoją. Wtedy kompletny zakaz. Koty od zawsze jadały ze mną posiłki. Siedząc na krześle obok, albo na stole. Fikus wylizywał masło z niezamkniętej maselniczki, a Pamela (poprzedniczka Fikusa, mój pierwszy kot, była ze mną 13 lat, odeszła ze starości) gustowała w cukrze. Co kraj to obyczaj jak to mówią.
Drugą, dla mnie równie nieuciążliwą kwestią związaną z posiadaniem kota, jest pobudka. Tak, tak. Koty działają lepiej niż budziki. Pamela budziła zazwyczaj koło 6 rano, albo (jak wstawałam wcześniej) księżniczka była budzona przed godziną 6. Jednak w przypadku Fikusa było trochę inaczej. On dostosował się do mojego trybu życia. Codziennie wstawałam o godz 5:30. Także Fikus zawsze przychodził mnie budzić o godz 5:15, tak, żebym zdążyła go pomiziać. Ale, ale koty to bardzo bystre stworzenia. Kiedy przychodził weekend i mogłam się wyspać, Fikus to szanował i przychodził z pobudką najwcześniej o godz 9:00.
OBOWIĄZKI
Posiadanie kota wiąże się z obowiązkami, które może nie są tak czasochłonne jak w przypadku posiadania psa, ale również trzeba je regularnie wykonywać. Nie jest prawdą, że kot jakoś sobie poradzi. Są one co prawda bardziej niezależne niż psy, jednak ich wychowanie i funkcjonowanie wymaga od nas dużego zainteresowania. Kot, pomimo że indywidualista, bardzo przywiązuje się do swojego opiekuna. Pomimo, że cały dzień potrafi zorganizować sobie czas (niezależnie od tego czy jesteśmy w domu czy w pracy), przyjdzie moment, że kot będzie wymagał od nas (TAK! WYMAGAŁ) całkowitej uwagi. Brak zainteresowania ze strony właścicieli powoduje, że kot robi rzeczy, które nie są przez nas akceptowane (wchodzenie w miejsca zabronione, drapanie mebli itp). Nie muszę szukać przykładów wśród znajomych, mam go z własnego podwórka. Szuflada w szafie u mnie w pokoju już na zawsze będzie nosić ślady Fikusowych pazurów. A dlaczego? Otóż, kiedy leżałam na łóżku (nie spałam, ale odpoczywałam), oglądałam TV albo surfowałam po przestworzach internetu, Fikus przychodził i domagał się uwagi. Najpierw miaucząc. Ale kiedy nie reagowałam zasiadał przed szafą i drapał brzeg szuflady. I tak, dokładnie wiem, że sama jestem sobie winna. Ale nie krzyczałam na niego, wiedziałam dlaczego to robi. Biorąc kota do domu liczyłam się z tym, że coś może zniszczyć. Trafiło akurat na szafę.
KWESTIA FINANSOWA
Nie ma sensu się oszukiwać. Kupując lub decydując się na adopcję kota należy również dokładnie przyjrzeć się budżetowi, który będziemy musieli przeznaczyć na kota.
I nie myślcie sobie, drodzy czytelnicy, że w przypadku adopcji kota, wszystkie koszta nam odchodzą, więc nie ma się czym martwić. Otóż nie. Wiadomo, że kupując kociaka z rodowodem musimy się liczyć z jednorazowym wydatkiem za kota. Jednak każy kot, niezależnie od rasy, musi się bawić, zjeść, mieć czystą kuwetę do której będzie się mógł załatwiać, musi być odrobaczany, szczepiony i poddawany kontroli weterynaryjnej. To wszystko składa się na nasz domowy budżet. Należy również pamiętać, że w przypadku nagłej choroby kota, wydatki mogą być wyższe niż przewidywane w czasie podejmowania decyzji o posiadaniu kota.
KOT RASOWY CZY NIERASOWY?
Na to pytanie, musicie sobie sami odpowiedzieć. Nie powiem Wam jednoznacznie jakiego kota wybrać. W przypadku kiedy nasz budżet nie "udźwignie" kot nierasowy jest lepszym rozwiązaniem. Z reguły koty te rozmnażane są przypadkowo, a potem oddawane "w dobre ręce" lub "za przysłowiową złotówkę, żeby się dobrze chował". Kot ze schroniska czy osiedlowa przybłęda również mogą być wspaniałymi przyjaciółmi. Żeby zyskać przyjaciela nie trzeba mieć kota rasowego. Jedyną, niewątpliwą wadą posiadania kota nierasowego, po nieznajomych rodzicach, jest to, że trudno będzie przewidzieć nam temperament kociaka. W przypadku kotów rasowych możemy tego uniknąć. Jego rodzice są znani, możemy obserwować ich zachowanie, zobaczyć w jakich warunkach się urodziły, i jakie było ich traktowanie, czy są przywiązane do człowieka. Wiemy na pewno, jak nasz kot będzie wyglądał. Co więcej, wiele ras ma swój charakterystyczny rys psychologiczny, jeśli zależy nam na kocie który nie będzie się za bardzo wspinał po firankach, brytyjczyk jest wyborem idealnym. Chociaż nie należy oczekiwać, że przeleży jak posąg cały dzień, i wiele brytyjczyków to koty bardzo sprawne i ruchliwe.U mnie ruchliwość Fikusa skończyła się na rozerwanej firance i moskitierze na drzwiach balkonowych. I pomyśleć, że wszystko przez te owady....
KOCIAK CZY KOT DOROSŁY?
Powszechnie wiadomo, że mały kociak jest słodki. Psotny, pełen energii, niestrudzony. Biorąc pod dach maluszka musimy się liczyć, że będzie biegał, skakał, psocił, ale też udawał dorosłego kota - oczywiście w śmieszny i mało skuteczny sposób. Wiadomo również że taki maluch może wyrządzić więcej szkód niż kot dorosły. Jednak nie jest to regułą. Poza tym wszystko co złe ulatuje z pamięci w momencie gdy maluch przyjdzie do nas, położy się na kolanach i zacznie słodko mruczeć. To najlepsza nagroda za posiadanie i dobrą opiekę nad kotem. Małe koty są jak małe dzieci. Rozrabiają, wymagają ciągłego nadzoru i wychowania. Jest to najlepsze rozwiązanie dla osób, które chcą obserwować jak kot rośnie, rozwija się, zmienia, dojrzewa. Dla osób, którym nie do końca to odpowiada dobrym rozwiązaniem będzie kupno kota dorosłego, który okres nadmiernej aktywności psycho-ruchowej ma już za sobą. Jednak musimy wziąć pod uwagę to, że kot dorosły będzie miał już swoje przyzwyczajenia i zapewne będzie potrzebował więcej czasu, żeby zaznajomić się z nami, nowym miejscem i stać się częścią naszego ludzkiego "stada".
Jednak niezależnie od tego jaką decyzję podejmiemy należy pamiętać, że nasz dom, może mieć pełno zakamarków w których będą czyhać niebezpieczeństwa. Dom należy więc dobrze zabezpieczyć przed przyjściem kota. Ale o tym też Wam napiszę w innym poście. Teraz tylko wspomnę, że zabezpieczenie okien, balkonów jest jednym z najistotniejszych elementów. Dodatkowo, dochodzi do tego zamykanie pralki czy piekarnika, a także niezostawianie w zasięgu kota (czyli w miejscach niezamkniętych) torebek foliowych czy roślin, które są szkodliwe.
I ostatnie już chyba pytanie. Jaka płeć? Wybrać kotkę czy kocura?
KOCUR CZY KOTKA?
Dla mnie sprawa mało istotna, miałam już kocura i kotkę. Co prawda z innej rasy, ale jednak. Kocury przede wszystkim są większe. W każdej rasie.
Pewnie zastanawiacie się jak ze znaczeniem terenu u kocurów. Otóż sprawa kształtuje się następująco. Coraz częściej hodowle proponują tzw. wczesną kastrację. Odbieramy wówczas kota "pozbawionego męskości". Wówczas zatracona jest jego chęć do znaczenia terenu. Nigdy przed kastracją tego nie robił, hormony nie buzują, więc teoretycznie nie ma problemu. Teoretycznie, ponieważ nigdy nie można zagwarantować tego na 100%. Fikus nie miał tego problemu i wśród znanych mi kocurów po kastracji, u żadnego nie wystąpił problem znaczenia terenu.
Podobnie sprawa ma się z kocicami i ich wczesną sterylizacją. Nie musimy się obawiać, że wystąpi u niej ruja, która spowoduje spadek wagi i która będzie męczyła nas całodobowymi miauczeniami.
Z moich obserwacji wynika, że kotki są większymi indywidualistkami niż kocury. Jednak doświadczeni hodowcy mają inne zdanie. Uważają, że "niedotykalskie" egzemplarze częściej zdarzają się wśród kocurów. Jednak ja swojego kocura, bardzo dobrze wspominam. Zobaczymy jak będzie z nowymi męskimi kociakami.
Uważam, że temat wyboru kota nie został wyczerpany w tym poście. Wszystkim tym, którzy dotarli do końca wielkie gratulacje. W razie jakichkolwiek pytań służę pomocą. Zaznaczam jednak że nie jestem hodowcą, jestem jedynie właścicielką kotów od jakiś 17 lat.
Do następnego,
kremowe-misie
Etykiety:
brytyjczyki,
dachowiec,
idealny kot,
kociak,
kocur,
kot brytyjski,
kot brytyjski krótkowłosy,
kot dorosły,
kot nierasowy,
kot rasowy,
kotka,
koty,
standard rasy,
wybór kota
Subskrybuj:
Posty (Atom)





