Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kot dorosły. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kot dorosły. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 25 października 2016

DIY - tuba dla kota w wersji MAXI - zobacz jakie to proste

Hej. Witajcie!

Dziś przychodzę do Was z nowym postem. Znów DIY w Naszym Domu.
Wcześniej pisałam Wam, że robimy stojak - drapak dla kotów, tak aby mogły użytkować go na balkonie. Efekt jest taki że stojak stoi w sypialni rodziców i jest użytkowany cały czas - a balkon widział.... tylko w momencie jego robienia.

Przejdźmy do tego co Wam będzie potrzebne:

1. płyty - meblowe, OSB czy jakie tam macie. My znów wykorzystaliśmy to co mieliśmy w domu. Stare drzwi od szafy były idealne. Potrzebne Wam będą zarówno płyty na cztery ściany stojaka jak i na wewnętrzne półki.
My potrzebowaliśmy:
na boki: 4 płyty w wymiarze 50cm x 135cm
na półki: 3 płyty w wymiarze 50 x 50cm z wyciętym otworem 20x20cm w rogu płyty
2. rozeta - u nas znów wykorzystywanie materiałów które były w domu - mianowicie część (dokładnie bok wraz z podparciem) ze starego, już niepotrzebnego rozkładanego tapczanika, które tylko obiliśmy innym materiałem. Wy możecie wykorzystać do zrobienia takiej rozety płytę oraz sklejkę elastyczną. U nas rozeta ma kształt półkola o średnicy 80 cm
3. Materiały - różnego rodzaju, w różne wzory - jakie Wam się podobają.
4. sznur sizalowy do ozdoby rozety- pozostałość po robieniu stojaka
5.sznur sizalowy i pas sklejki o wymiarach 17cm x 85cm - do wykonania maty do drapania
6. nóżki do mebli (8szt)- kupione w sklepie meblowym
7. klej na gorąco, klej typu budapren, gwoździki, wkręty itp.

Kiedy mamy już wszystkie potrzebne materiały zaczynamy robić stojak.
Potrzebny nam jest ogólny zarys- jak stojak będzie wyglądał. Nasz to "szafa" wyposażona w dwie półki wewnątrz i trzecią, która jest jednocześnie jej dnem. W bokach wycinamy otwory tak, żeby kociakom łatwo się wchodziło. U mnie są one owalne i mają wymiar 30x20cm. Żeby kociaki miały więcej frajdy w wewnętrznych półkach zostały wycięte rogi płyt (jakby wycinek koła o boku 20cm). Dzięki temu koty mogą swobodnie przemieszczać się między półkami wewnątrz stojaka. Żeby ułatwić im wyjście na rozetę w niej również wycięty jest taki sam otwór (ćwiartka koła 20x20cm). Następnie skręcamy 4 boki do siebie, które następnie od wewnątrz wyklejamy materiałem obiciowym. Do tego celu przyda się klej na gorąco lub inny klej - typu budapren.
Każdą z półek i podstawę również oklejamy materiałem i umieszczamy wewnątrz, dobrze mocując za pomocą wkrętów.

Następnie obijamy stojak z zewnątrz.

W naszym przypadku żeby zakupić materiały znów udałam się do ulubionego ciucholandu. I właśnie dlatego stojak kremowych misiów jest taki kolorowy - wnętrze to materiał w zielono złote wzory. Półki wewnątrz obite są kremowo-złotym materiałem. Z zewnątrz stojak obity był początkowo beżowym materiałem. Jednak materiał ten nie sprawdził się, ponieważ Dolcio i Dukacio wchodziły na stojak nie otworami do tego przeznaczonymi, tylko po stojaku, przez co materiał bardzo szybko się wysnuł i brzydko wyglądał taki pozaciągany. Postanowiłam więc zmienić obicie na wykładzinę.
Chodnik, bo na to ostatecznie się zdecydowałam, kupiłam w zaprzyjaźnionym sklepie z dywanami u mnie w rodzinnym mieście. Kiedy Pan usłyszał co mam zamiar z niego zrobić dał kociakom specjalny rabat. Potrzebowałam więc 2,10m chodnika o szerokości 1,40m za który zapłaciłam 80zł.

Następnie chodnik przyniosłam do domu, przymierzyłam do stojaka - nadmiar z szerokości chodnika obcięłam, wycięłam otwory i zawiozłam znów do zaprzyjaźnionego sklepu w celu obszycia.
Pan był tak miły, że po lekkim demontażu maszyny udało się obszyć wszystkie 3 dziury i wszystkie krawędzie dywanu. Dodatkowo obszyliśmy pasy dywanu tak, aby zakryły one grubość deski widoczną przy otworach.  I całość tego obszywania była zupełnie GRATIS! Polecam ten sklep każdemu, kogo spotykam.

Chodnik do płyt przykleiłam za pomocą kleju budapren - kupiony w Castoramie w 0,5L puszce. Dodatkowo na górze i na dole stojaka, z tyłu na łączenie chodnika (łączenie na zakładkę) oraz przy mocowaniu pasków chodnika wokół otworu wykorzystałam gwoździe typu papiaki. Jak się okazało chodnik nie do końca dobrze docięłam na długość, dodatkowo doszło obszycie i delikatnie stał się dłuższy, więc musiałam przymocować mu nóżki. Kupione w sklepie meblowym za grosze.

Początkowo chłopakom trudno wchodziło się po chodniku, więc przykręciłam jeszcze sklejkę, którą wcześniej owinęłam sizalem. Stanowi to jednocześnie drapak i ułatwia chłopakom wejście na rozetę. Co prawda już w tej chwili nie potrzebują tej pomocy - ale cóż. Jak jest to jest.

Całość materiałów które kupiłam:
1. materiały obiciowe - 15zł ciucholand
2. klej na gorąco - 15zł paczka (wykoorzystane ok 0,5paczki)
3. nóżki do mebli 8szt - ok 3 zł
4. klej typu budapren - 20zł puszka 0,5L
5. chodnik - 80zł

Reszte materiałów miałam w domu. Wykonanie stojaka który zaraz zobaczycie na zdjęciach kosztowało mnie ok 135zł.

Zapraszam Was teraz do obejrzenia wszystkich zdjęć. W razie pytań służę pomocą zarówno w komentarzach jak i wiadomościach mailowych.


Rozeta

Stojak z przodu - nie wiem dlaczego blogger przekręca zdjęcia :(

środek

środek

środek widziany przez otwór w rozecie

stojak z przodu

takie 8 nóżek podbiłam na spód stojaka, żeby się nie chwiał

stojak - widok z boku
widok przez dziurę w rozecie

Dolarek na stojaku

Po prawej Dukat - po lewej Dolar

Leżący  Dukat

Dukat

Dolar do dobry brat - zawsze służy pomocą w myciu

Dolar myjący Dukata


 Pozdrawiam
Do następnego,
kremowe misie






poniedziałek, 26 września 2016

DIY - Zabawka dla kota

Cześć, witajcie!

Dziś przychodzę do Was z moim ostatnim projektem DIY - zabawki dla kota.
Stworzyłam ulubioną zabawkę moich kotów z resztek poprzednich zabawek. Co dokładnie mam na myśli? Otóż pospolitą, najbardziej lubianą do zabaw wśród kociąt wędkę z piórkami.

Wiem, że nie jest to zabawka górnych lotów, zarówno z wykonania jak i z ceny, ale uwierzcie, że u nas poszłoby około 5 sztuk takich wędek w miesiącu, więc dnawianie zdezelowanych sztuk w naszym przypadku się opłaca.

Z reguły wędki "giną" ze względu na brak piór, które podczas zabawy łamią się i wylatują. Zbierałam piórka ze wszystkich wędek, które powoli się niszczyły i uzbierałam ich na tyle dużo, że z 4 sztuk zrobiłam 2 nowe. Tylko 2 ze względu na to, że moje są o wiele bardziej puchate i bogate w piórka niż te kupowane oryginalnie.

Co potrzebujemy do wykonania wędki?
1. patyczek - ja miałam oryginalny od kupionej w sklepie wędki
2. piórka
3. klej na gorąco
4. żyłka wędkarska lub nitka- opcjonalnie




Co robimy po kolei?
1. Czyścimy stary patyczek wędki i zdejmujemy z niego osłonkę
2. Smarujemy patyk klejem na gorąco i przyklejamy piórka
3. Powtarzamy czynność do czasu aż stwierdzimy, że ilość piórek jest wystarczająca



4. Wersja opcjonalna - dodatkowo możemy wzmocnić mocowanie piórek oplatając je na końcu ściśle nitką lub żyłką wędkarską.
5. Zakładamy osłonkę mocując ją do piórek za pomocą kleju na gorąco.
6. Zabawka gotowa.


Dukat towarzyszył mi podczas naprawiania starych zabawek i nie mógł się doczekać aż będzie mógł się pobawić. Dlatego na zdjęciu widać małego kremowego pomocnika. Po skończeniu zabawy nie było końca.

Pamiętajcie, że zabawki możecie wykonać z elementów, które macie w domu. Czasem piórka używane są do dekoracji prezentów czy sztucznej biżuterii. Możecie je również wykorzystać i stworzyć wyjątkową zabawkę dla kota. Warto zaangażować w pracę dzieciaki. Będzie to dobry sposób na wspólne spędzenie czasu podczas długich jesiennych wieczorów. A dla dzieci także wielka satysfakcja z samodzielnego stworzenia zabawki dla swojego pupila.

Do następnego
kremowe-misie

czwartek, 22 września 2016

Chipowanie - czyli jak zabezpieczyć kota

Witajcie.
Dzisiaj trochę na temat czipowania zwierząt. Piszę zwierząt ponieważ nie dotyczy to tylko kotów. Niestety w Polsce nadal głównie czipuje się psy, i to tylko po to aby wyrobić im paszport, potrzebny do podróży. W hodowli moich kotów czipowane były wszystkie kociaki.

Niestety, rzeczywistość jest taka, że zwierzęta często się gubią. Głównie jeżeli mieszkają w domkach jednorodzinnych, gdzie przypadkowe otwarcie drzwi i ucieczka kota "między nogami" właściciela powoduje przedostanie się na otwartą, niczym nieograniczoną przestrzeń. 90% z nich nigdy nie wraca do domu. Właściwa rejestracja sprawia, że można temu zapobiec.

Średnio od 1 do 3 razy w ciągu swojego życia, zwierzę gubi się swojemu właścicielowi. Według przeprowadzonych badań, tylko około 17% zagubionych psów i 2% zagubionych kotów odnajduje drogę powrotną do domu.

Jak zabezpieczyć pupila przed łatwiejszym odnalezieniem swojego domku? Wystarczy wszczepić mu czip. Zabiegu tego dokonuje lekarz weterynarii i odbywa się to w bardzo prostu sposób, podobny do wykonania zwykłego zastrzyku. Tak niewiele, a jednak tak wiele.

Ale... Czym w ogóle jest ten czip?

Czip zwany też mikroczipem czy transporderem to mikroprocesor o wielkości 2,21 x 12 mm (wielkości ziarna ryżu), w którym zakodowany jest specjalny, 15-cyfrowy, unikalny numer identyfikujący zwierzę. Mikroczip jest miniaturowym nadajnikiem, zasilanym energią pola elektromagnetycznego z czytnika. Fala radiowa zawierająca zakodowany numer mikroczipa wysyłana jest do skanera, który ją dekoduje i wyświetla w postaci numeru identyfikacyjnego.

Gdzie zazwyczaj umieszczony jest czip?
Czip jest na tyle małym urządzeniem, że bez problemu można umieścić je tuż pod skórą zwierzęcia. Najczęstszym miejscem, w którym się go wszczepia jest grzbiet lub kark.

Ile kosztuje czip?
Wszczepienia mikroczipu można dokonać w większości gabinetów weterynaryjnych. Koszt zabiegu wynosi ok. 50-100 zł.

Moje zwierzę "dostało" swój mikroczip. Czy to wystarczy?

Otóż nie. Należy pamiętać, że wszczepienie mikroczipu nie załatwia sprawy do końca, bowiem numer czipu naszego pupila nie jest z nami powiązany. Po wszczepieniu mikroprocesora należy niezwłocznie zarejestrować pupila w specjalnej bazie danych. Wypełniamy tam krótki formularz, w którym podajemy swoje podstawowe dane, w tym numer telefonu i adres zamieszkania.

Czy wszczepienie czipa jest bezpieczne dla pupila?
Jeśli chodzi o zdrowie, można być spokojnym. Samo czipowanie nie wywołuje żadnych efektów ubocznych i jest bezpieczne dla zwierzęcia. Problemy mogą pojawić się tylko w przypadku nieumiejętnego wprowadzenia czipa pod skórę, tzn. może on np. wypaść, jeśli został umieszczony zbyt płytko. Powłoka, w której umieszczony jest mikroprocesor jest sterylna, nie uczula i ma właściwości antymigracyjne. Nasz pupil nie odczuje więc dyskomfortu, który mógłby wyniknąć z obecności tego "ciała obcego". Dodatkowo pamiętajmy, że raz wstrzyknięty czip pozostanie u niego przez całe życie.

Po co czipować zwierzęta?
Mimo, że technologia chipowania jest coraz bardziej popularna, właściciele czworonogów miewają często mylne pojęcie o tym na jakich zasadach faktycznie działa chip. Niektórzy mogą uważać, że chip działa jak GPS i w przypadku zaginięcia pupila możemy namierzyć miejsce w jakim zwierzę się znajduje. Nic bardziej mylnego. Chip pomaga dotrzeć do właściciela zaginionego zwierzęcia, ale tylko w przypadku, jeśli znalazca będzie mógł odczytać kod z chipa umieszczonego pod skórą czworonoga. Możliwość odczytania kodu za pomocą specjalnego czytnika ma każde schronisko w kraju, a także komendy Policji, Straż Miejska, inspektorzy Towarzystwa Ochrony Zwierząt i większość gabinetów weterynaryjnych.


Czy czipowanie ma sens?



Aby czipowanie miało sens trzeba także na bieżąco aktualizować swoje dane w odpowiedniej bazie. Często zmieniamy numery telefonów, a czasem też adres zamieszkania, dlatego należy pamiętać o zmianie tych danych, tak żeby w przypadku zaginięcia zwierzęcia i jego odnalezienia przez obcą osobę, nie utrudniać procesu identyfikacji i w efekcie nie wydłużać czasu powrotu pupila do domu. Zmiana danych zajmuje tylko chwilę, a w przypadku zaginięcia zwierzęcia skraca czas naszego i jego stresu.

Pamiętajmy nagłaśniać proces czipowania zwierząt. W przypadku znalezienia zbłąkanej sierotki warto udać się do najbliższego schroniska lub gabinetu weterynaryjnego, gdzie pracownicy sprawdzą czy zwierzę ma wszczepiony mikroprocesor. Wówczas znacznie ułatwia to proces odnalezienia właściciela, skraca czas wzajemnej tęsknoty, a także nie wymaga żmudnego procesu drukowania i rozwieszania ogłoszeń o znalezieniu/zgubieniu naszego pupila.

Do następnego,
kremowe-misie

piątek, 8 kwietnia 2016

Jak wybrać kota idealnego?

Witam Was Drodzy Czytelnicy.
Dziś porozmawiamy o tym dlaczego akurat kot powinien zjawić się w naszym domu. Jak się przygotować? Jakiego kota wybrać? Kociak czy kot dorosły? Kocur czy kotka? Rasowy czy pospolity dachowiec ze schroniska? Jest wiele pytań na które należy sobie odpowiedzieć przed podjęciem ostatecznej decyzji o zakupie lub adopcji kota.

Decyzja o kupnie kota powinna być doskonale przemyślana, podjęta świadomie i "na chłodno", a nie pod wpływem emocji czy nagłego zachwytu dzieci nad kociakiem.

Już na wstępie powiem Wam (w sekrecie) na co musicie się przygotować. Najbardziej oburzającym faktem, oczywiście dla nie-kociarzy, jest fakt wchodzenia kota wszędzie. Dosłownie. Oczywiście standardowo stół. Miejsce od zawsze zakazane. Nawet jeżeli będziemy kotu zakazywać, to kot i tak wejdzie na stół. Tylko żeby nie było nam żal, zrobi to pod naszą nieobecność. Ja nie mam zamiaru ukrywać, że u mnie koty nie chodzą po stole. Od zawsze, odkąd tylko koty są w domu, stół to miejsce ich wypoczynku. Jedyny zakaz, to wchodzenie na stół kiedy przychodzą goście, ciasto i gorąca kawa na nim stoją. Wtedy kompletny zakaz. Koty od zawsze jadały ze mną posiłki. Siedząc na krześle obok, albo na stole. Fikus wylizywał masło z niezamkniętej maselniczki, a Pamela (poprzedniczka Fikusa, mój pierwszy kot, była ze mną 13 lat, odeszła ze starości) gustowała w cukrze. Co kraj to obyczaj jak to mówią.

Drugą, dla mnie równie nieuciążliwą kwestią związaną z posiadaniem kota, jest pobudka. Tak, tak. Koty działają lepiej niż budziki. Pamela budziła zazwyczaj koło 6 rano, albo (jak wstawałam wcześniej) księżniczka była budzona przed godziną 6. Jednak w przypadku Fikusa było trochę inaczej. On dostosował się do mojego trybu życia. Codziennie wstawałam o godz 5:30. Także Fikus zawsze przychodził mnie budzić o godz 5:15, tak, żebym zdążyła go pomiziać. Ale, ale koty to bardzo bystre stworzenia. Kiedy przychodził weekend i mogłam się wyspać, Fikus to szanował i przychodził z pobudką najwcześniej o godz 9:00. 

OBOWIĄZKI
Posiadanie kota wiąże się z obowiązkami, które może nie są tak czasochłonne jak w przypadku posiadania psa, ale również trzeba je regularnie wykonywać. Nie jest prawdą, że kot jakoś sobie poradzi. Są one co prawda bardziej niezależne niż psy, jednak ich wychowanie i funkcjonowanie wymaga od nas dużego zainteresowania. Kot, pomimo że indywidualista, bardzo przywiązuje się do swojego opiekuna. Pomimo, że cały dzień potrafi zorganizować sobie czas (niezależnie od tego czy jesteśmy w domu czy w pracy), przyjdzie moment, że kot będzie wymagał od nas (TAK! WYMAGAŁ) całkowitej uwagi. Brak zainteresowania ze strony właścicieli powoduje, że kot robi rzeczy, które nie są przez nas akceptowane (wchodzenie w miejsca zabronione, drapanie mebli itp). Nie muszę szukać przykładów wśród znajomych, mam go z własnego podwórka. Szuflada w szafie u mnie w pokoju już na zawsze będzie nosić ślady Fikusowych pazurów. A dlaczego? Otóż, kiedy leżałam na łóżku (nie spałam, ale odpoczywałam), oglądałam TV albo surfowałam po przestworzach internetu, Fikus przychodził i domagał się uwagi. Najpierw miaucząc. Ale kiedy nie reagowałam zasiadał przed szafą i drapał brzeg szuflady. I tak, dokładnie wiem, że sama jestem sobie winna. Ale nie krzyczałam na niego, wiedziałam dlaczego to robi. Biorąc kota do domu liczyłam się z tym, że coś może zniszczyć. Trafiło akurat na szafę.

KWESTIA FINANSOWA
Nie ma sensu się oszukiwać. Kupując lub decydując się na adopcję kota należy również dokładnie przyjrzeć się budżetowi, który będziemy musieli przeznaczyć na kota.
I nie myślcie sobie, drodzy czytelnicy, że w przypadku adopcji kota, wszystkie koszta nam odchodzą, więc nie ma się czym martwić. Otóż nie. Wiadomo, że kupując kociaka z rodowodem musimy się liczyć z jednorazowym wydatkiem za kota. Jednak każy kot, niezależnie od rasy, musi się bawić, zjeść, mieć czystą kuwetę do której będzie się mógł załatwiać, musi być odrobaczany, szczepiony i poddawany kontroli weterynaryjnej. To wszystko składa się na nasz domowy budżet. Należy również pamiętać, że w przypadku nagłej choroby kota, wydatki mogą być wyższe niż przewidywane w czasie podejmowania decyzji o posiadaniu kota.

KOT RASOWY CZY NIERASOWY?
Na to pytanie, musicie sobie sami odpowiedzieć. Nie powiem Wam jednoznacznie jakiego kota wybrać. W przypadku kiedy nasz budżet nie "udźwignie" kot nierasowy jest lepszym rozwiązaniem. Z reguły koty te rozmnażane są przypadkowo, a potem oddawane "w dobre ręce" lub "za przysłowiową złotówkę, żeby się dobrze chował". Kot ze schroniska czy osiedlowa przybłęda również mogą być wspaniałymi przyjaciółmi. Żeby zyskać przyjaciela nie trzeba mieć kota rasowego. Jedyną, niewątpliwą wadą posiadania kota nierasowego, po nieznajomych rodzicach, jest to, że trudno będzie przewidzieć nam temperament kociaka. W przypadku kotów rasowych możemy tego uniknąć. Jego rodzice są znani, możemy obserwować ich zachowanie, zobaczyć w jakich warunkach się urodziły, i jakie było ich traktowanie, czy są przywiązane do człowieka. Wiemy na pewno, jak nasz kot będzie wyglądał. Co więcej, wiele ras ma swój charakterystyczny rys psychologiczny, jeśli zależy nam na kocie który nie będzie się za bardzo wspinał po firankach, brytyjczyk jest wyborem idealnym. Chociaż nie należy oczekiwać, że przeleży jak posąg cały dzień, i wiele brytyjczyków to koty bardzo sprawne i ruchliwe.U mnie ruchliwość Fikusa skończyła się na rozerwanej firance i moskitierze na drzwiach balkonowych. I pomyśleć, że wszystko przez te owady....


KOCIAK CZY KOT DOROSŁY?
Powszechnie wiadomo, że mały kociak jest słodki. Psotny, pełen energii, niestrudzony. Biorąc pod dach maluszka musimy się liczyć, że będzie biegał, skakał, psocił, ale też udawał dorosłego kota - oczywiście w śmieszny i mało skuteczny sposób. Wiadomo również że taki maluch może wyrządzić więcej szkód niż kot dorosły. Jednak nie jest to regułą. Poza tym wszystko co złe ulatuje z pamięci w momencie gdy maluch przyjdzie do nas, położy się na kolanach i zacznie słodko mruczeć. To najlepsza nagroda za posiadanie i dobrą opiekę nad kotem. Małe koty są jak małe dzieci. Rozrabiają, wymagają ciągłego nadzoru i wychowania. Jest to najlepsze rozwiązanie dla osób, które chcą obserwować jak kot rośnie, rozwija się, zmienia, dojrzewa. Dla osób, którym nie do końca to odpowiada dobrym rozwiązaniem będzie kupno kota dorosłego, który okres nadmiernej aktywności psycho-ruchowej ma już za sobą.  Jednak musimy wziąć pod uwagę to, że kot dorosły będzie miał już swoje przyzwyczajenia i zapewne będzie potrzebował więcej czasu, żeby zaznajomić się z nami, nowym miejscem i stać się częścią naszego ludzkiego "stada".
Jednak niezależnie od tego jaką decyzję podejmiemy należy pamiętać, że nasz dom, może mieć pełno zakamarków w których będą czyhać niebezpieczeństwa. Dom należy więc dobrze zabezpieczyć przed przyjściem kota. Ale o tym też Wam napiszę w innym poście. Teraz tylko wspomnę, że zabezpieczenie okien, balkonów jest jednym z najistotniejszych elementów. Dodatkowo, dochodzi do tego zamykanie pralki czy piekarnika, a także niezostawianie w zasięgu kota (czyli w miejscach niezamkniętych) torebek foliowych czy roślin, które są szkodliwe.

I ostatnie już chyba pytanie. Jaka płeć? Wybrać kotkę czy kocura?

KOCUR CZY KOTKA?
Dla mnie sprawa mało istotna, miałam już kocura i kotkę. Co prawda z innej rasy, ale jednak. Kocury przede wszystkim są większe. W każdej rasie.

Pewnie zastanawiacie się jak ze znaczeniem terenu u kocurów. Otóż sprawa kształtuje się następująco. Coraz częściej hodowle proponują tzw. wczesną kastrację. Odbieramy wówczas kota "pozbawionego męskości". Wówczas zatracona jest jego chęć do znaczenia terenu. Nigdy przed kastracją tego nie robił, hormony nie buzują, więc teoretycznie nie ma problemu. Teoretycznie, ponieważ nigdy nie można zagwarantować tego na 100%. Fikus nie miał tego problemu i wśród znanych mi kocurów po kastracji, u żadnego nie wystąpił problem znaczenia terenu.

Podobnie sprawa ma się z kocicami i ich wczesną sterylizacją. Nie musimy się obawiać, że wystąpi u niej ruja, która spowoduje spadek wagi i która będzie męczyła nas całodobowymi miauczeniami. 

Z moich obserwacji wynika, że kotki są większymi indywidualistkami niż kocury. Jednak doświadczeni hodowcy mają inne zdanie. Uważają, że "niedotykalskie" egzemplarze częściej zdarzają się wśród kocurów. Jednak ja swojego kocura, bardzo dobrze wspominam. Zobaczymy jak będzie  z nowymi męskimi kociakami.

Uważam, że temat wyboru kota nie został wyczerpany w tym poście. Wszystkim tym, którzy dotarli do końca wielkie gratulacje. W razie jakichkolwiek pytań służę pomocą. Zaznaczam jednak że nie jestem hodowcą, jestem jedynie właścicielką kotów od jakiś 17 lat.



Do następnego,
kremowe-misie